Tak wyglądałem zanim nie zajęło się mną kilku prominentnych lekarzy
 

Po prawie dziesięciu latach, po wielokrotnych próbach, Prokuraturze udało się w końcu doprowadzić do umorzenia śledztwa przez przedawnienie odpowiedzialności karnej sprawców. Postępowanie dotyczyło błędu lekarskiego, którego skutki zrujnowały moje życie. Posiedzenie Sądu o umorzenie śledztwa obyło się dn. 3.11.2004 r. Śledzto w sprawie fałszowania dokumentów medycznych Sąd nakazał kontynuować. Postanowienie Sądu.
Skarga o naruszenie art. 3 i art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności przeciwko Polsce, została wniesiona i jest przyjęta przez Trybunału Praw Człowieka w Strasbourgu do rozpatrzenia.
List z prośbą o pomoc do Prezydenta L. Kaczyńskiego

W efekcie działań medycznych mam rozdarty mięsień czworoboczny uszkodzony splot ramienny, uszkodzony kręgosłup i przeszedłem niedokrwienny udar mózgu. Do lekarza poszedłem w 1992 r. z powodu bólu gardła. Od rozpoczęcia dochodzenia Prokuratura stara się tak je prowadzić by je umorzyć lub przynajmniej doprowadzić do przedawnienia odpowiedzialności karnej. Przyczyną jest pozycja osób które powinny odpowiadać za znaczne uszkodzenia mojego ciała. Jeden to Andrzej Kukwa, drugi to G.J. którego nazwiska nie wymieniam wobec wniesienia aktu oskarżenia o fałszowanie dokumentów. Ci dwaj to byli krajowi specjaliści i jeczecze trzeci, Marek Krajewski brat Romualda, Prezesa Naczelnego Sądu Lekarskiego.
W efekcie działań tych prominentów środowiska lekarskiego, przeszedłem ponad dwadzieścia operacji naprawczych.

Przypominam że w każdym wypadku, umorzenie sprawy, broniące lekarza, jest wyrokiem na poszkodowanego. Pozbawia go szansy na pomoc wynikającej z art.46 KK: "W razie skazania za przestępstwo spowodowania śmierci, ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowi..... ....sąd, na wniosek pokrzywdzonego lub innej osoby uprawnionej, orzeka obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody w całości albo w części...."

Poniżej w skrócie opis tego co się stało. Można to zatytułować:

"Pan Profesor potrafi...."

Do lekarza laryngologa poszedłem w 1992 r. z bólem gardła. Znaleziono i wycinano jakąś małą torbiel ( zatkany gruczoł ślinowy ) za językiem. Rana pooperacyjna nie chciała się goić. Szukając przyczyny, wykonałem poza szpitalem ( ul Stępińska w Warszawie ) zdjęcie RTG zatok. Nie gojenie rany po operacji wyjaśniło się: Miałem polip i zapalenie zatok i lejącą się ropę z nosa do gardłą.

Kilka razy bez efektu robiono tzw. endoskopię zatok. Zapalenie zatok utrzymywało się mimo leczenia. W końcu po kilku zabiegach w 1993 roku ktoś w szpitalu wpadł na pomysł zrobienia badania bakteriologicznego. Sprawa się wyjaśniła. Miałem w zatokach gronkowca złocistego. Po leczeniu autoszczepionką zapalenie minęło.

Gardło czy to w wyniku wcześniejszych urazów operacyjnych czy też z przyczyny opisanej dalej bolało mnie nadal. W 1994 roku przejrzano raz jeszcze stare wyniki badań RTG i odkryto przeoczone wcześniej zwapnienie więzadła rylcowo gnykowego. Jest to drobna patologia występująca czasem po urazach szyi a czasem samoistnie, dająca bóle gardła. Leczy się ją operacyjnie, wycinając zwapnienia więzadła. Do więzadła powinno dotrzeć się rozsuwając mięśnie krtani.


Ten drobnyzabieg operacyjny przeprowadzo w sposób daleko odbiegający od podręcznikowego. Zamiast rozsunąć mięśnie, by uzyskać dojście do więzadła, odcjęto je od krtani. Gdy szwy, się wchłonęły, mięsień się urwał. Prawdopodobnie, uciskając naczynia krwionosne spowodował niedoczynność przytarczyc. Przeszedłem atak tężyczki, która bywa komplikacją po operacjach szyi:
Tężyczkę leczy się podając wapno. Mnie, nie podejmując diagnostyki wyrzucano twierdząc iż nic mi nie jest. Poza szpitalem zdiagnozowano zaburzenia poziomu wapnia i tężyczkę

Domagałem się coraz gwałtowniej pomocy w warszawskich placówkach. Z Kliniki przy ul. Stępińskiej odsyłano mnie do szpitala przy ul Banacha, a z Banacha na Stępińską. Zaczęto mnie spławiać. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. W końcu oświadczyłem iż jeśli nie zostanie podjęte leczenie, będę zmuszony podjąć decyzję ostateczną....Wtedy rozpoczęły się próby twierdzenia iż jestem nienormalny. Jest to rutynowe działanie podejmowane dla odstraszenia poszkodowanych i ich dezawuowania. Temu haniebnemu i często stosowanemu procederowi w przyszłości poświęcę więcej miejsca, umieszczając link w tym miejscu..

W międzyczasie kurcze rozdarły mięsień czworoboczny stabilizujący kręgosłup:

scan MRI mojej szyi (rok 1997)
(dysponuję wieloma podobnymi)
  tak powinien wyglądać ten obszar
( wg.Loyola Univ. School of Medicine)
 

Rozdarcie mięśni przez tężyczkę nie często się zdarzają jednakże bywają opisywane w MedLinie (Pub Med)
Tu znajduje się tłumaczenie na polski ( moje)

Próba podjęta poza Warszawą zeszycia urwanych mięśni nie przyniosła efektu. Tuszowanie sprawy przez lekarzy warszawskich, spowodowało zbyt duży był upływ czasu od chwili urwania do zszywania mięśni.

W wyniku kurczy tęzyczkowych i urwania okolicznego mięśnia nastąpił uraz nerwów splotu ramiennego
Nastąpiło uszkodzenie dysków. Konieczna stała się operacja kręgosłupa szyjnego.

Zmiany w kręgosłupie z czasem spowodowały dalsze komplikacje. Pojawiły się uciski na korzenie nerwów kręgosłupa szyjnego i w listopadzie 2003 r. podjęto decyzję o kolejnej operacj kręgosłupa.
Po operacji w wyniku komplikacji powstał krwiak i doszło do ucisku tętnicy kręgowej. W efekcie,doszło do udaru niedokrwiennego móżdzku. Jeśli ktoś nie wierzy i chce zobaczyć te zmiany w obrazie MRI, to dwa scany przedstawione są poniżej:

scan MRI (2004 r.) szyi (widoczny móżdzek)   scan MRI mojej szyi (rok 2004) Wid. blizna po krwiaku uciskająca nerwy i tętnicę  

Blizna powstała z pooperacyjnego krwiaka uciska korzenie kręgosłupa ( będąc przyczyną silnych bólów) i powoduje niedrożność tętnicy kręgowej i dalej niedokrwienne zmiany w móżdzku

Sądzę iz czytający mogą wyobrazić sobie jak się czuję i czemu wycofałem się z działalności publicznej. Obecnie nikt mie ma ochoty podjąć działań naprawczych.
Tak wygląda sytuacja obecnie
Należy dodać, na marginesie, iż przełom lat 2003 i 2004, gdy przeprowadzano operację, był okresem zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o Rzeczniku Pacjenta. Opisane w kilku linijkach powyżej komplikacje, były przyczyną dla której nie mogłem aktywnie brać udziału w tych pracach mimo iż byłem pełnomocnikiem Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej i inicjatorem tej akcji. Było to jedną z istotnych przyczyn nie zebrania podpisów przez Komitet i nie skierowania projektu ustawy do Sejmu

Poniżej skrócony opis działania prokuratury: Można to zatytułować:

"Prokuratura potrafi..."

Od rozpoczęcia postępowania Prokuratura stara się by sprawę umorzyć lub przynajmniej doprowadzić do przedawnienia odpowiedzialności:
1. Bez wykonania jakichkolwiek czynności, opierając się na zeznaniach sprawców, w maju 1997 r. Prokuratura umarza dochodzenie. W lipcu 1997 roku Prokuratura Apelacyjna, w trybie nadzoru, nakazuje kontynuować dochodzenie;
2 Wtedy na okres ok. dwóch ( 1997 r -1999 r ) lat, postępowanie Prokuratura zawiesza. Uzasadnia, iż dokumentacja medyczna jest w Izbie Lekarskiej co jest przeszkodą nie do pokonania dla postępowania karnego. Jakby nie było można sporządzić kopi...
3. Gdy dokumentacja wraca, powołując się na opinię Izby Lekarskiej ( która nie jest od orzekania o odpowiedzialności karnej ), Prokuratura na przełomie 1999 i 2000 r. postanawia ponownie umorzyć śledztwo. Na mój wniosek Prokuratura Okręgowa, unieważniła postanowienie.

Prokuratura Rejonowa szuka więc biegłych dla wydania opinii dotyczącej leczenia. Ze względu na pozycję osób, które mają być oceniane, Prokuratura napotkała na trudności. Odmawia wydania opinii 6 ośrodków. Na początku 2000 r. godzą się wydać opinię, biegli z A. M we Wrocławiu. Wtedy też środowisko Wrocławskiej Izby Lekarskiej powołuje organizację Stowarzyszenie Obrony Godności Lekarskiej , dla walki ze mną i Stowarzyszeniem Primum Non Nocere, którym kieruję .

Mimo iz prawo tego wymaga, Prokuratura nie określa terminu sporzadzenia opinii. Biegli z ośrodka którego jestem ulubieńcem, piszą opinię przez cztery lata, do roku 2004. Powstaje dokument generujący własną rzeczywistość. Jeśli fakty lub dokumenty się nie zgadają z opinią, tym gorzej dla faktów. Biegli je pomijają, albo twierdzają iż nie miały miejsca. Skala tych działań jest tak wielka iż trudno wszystkie tu wymienić. Jeśli ktoś z Państwa chce zapoznać się z opiną biegłych to jest ona dostępna. Na marginesie opinii naniesione są moje uwagi. Więcej informacji w piśmie skierowanym do Sądu. Inne kłamstwa biegłych ujawniłem we wniesionym zażaleniu.

Opinia jest długa (28 stron) i bełkotliwa. Pozwolę sobie poniżej zrelacjonować tylko te twierdzenia biegłych które mijają się z prawdą w sposób najbardziej oczywisty:

1. Nigdy nie przechodziłem żadnej tężyczki, zaś "niewielkie zaburzenia" poziomu wapnia we krw, nie mają znaczenia. Wynik badania poziomu wapnia z dn 04.11.1994 r, 7.6 md/dl będący znacznie poniżej normy ( 8.2 - 10,5 mg/dl ), który winien być, wedle wiedzy fachowej sygnałem alarmowym, jest dla biegłych w granicach normy;

2. Wedle biegłych nie mam urwanej części mięśnia czworobocznego, zaś widoczna gołym okiem i w badaniach ; asymetria barku, nie wynika z uszkodzenia lecz z naturalnej asymetriią człowieka . Lekarze z Collegium Medicum U.J którzy, ten urwany mięsień próbowali zeszyć, wedle biegłych, sami ten miesień wcześniej urwali;

3. W 1997 roku w Klinice Neurochirurgii WAM w Łodzi, wedle biegłych, nie przechodziłem operacji kręgosłupa szyjnego, tylko operację przepukliny brzusznej.

4. Biegli twierdzą iż "nawet w skurczach tężyczkowyh klinicznie nie obserwuje się trwałego uszkodzenia mięśni pod postacią ich przerwania czy rozerwania" Nieprawda, jest to opisywane można przeczytać np. w MedLinie (Pub Med). Tu tłumaczenie na polski

Ocenę opinii pozostawiam czytelnikom. Mojej opini o biegłych i Prokuraturze chyba wszyscy się domyślają. Jeśli kogoś interesują nazwiska i tytuły biegłych, to znajdzie je na drugiej i na ostatniej stronie opinni. Tu natomiast linki do kilku ciekawych informacji o tym zespole biegłych. 1 , 2 , 3
(ze względu na zapis art.13.2 ustawy Prawo Prasowe, na razie nie publikuję nazwiska lekarza ze szpitala przy ul Banacha, ponieważ wniesiony został w końcu akt oskarżenia o fałszowanie dokumentów. W przyszłości nazwiska te będą ujawnione )
cdn....

następny fragment będzie o antydatowaniu i świadczeniu nieprawdy w dokumentach medycznych, ze względu śledztwo i postępowanie sądowe zostanie on opublikowany w terminie póżniejszym.
W skrócie: Powołani biegli grafolodzy piszą że dokument, popdpisany przez laryngologa, prof.G.Jxxx ze szpitala przy ul Banacha, powstał najprawdopodobniej w innym czasie niż data na nim wpisana ( należy domyślać się iż powstał na potrzeby śledztwa ). Biegli zwracają się do Prokuratury o szerszy materiał porównawczy ( np inne dokumenty ze szpitala ). Jest to konieczne dla ustalenia rzeczywistej daty powstania dokumentu. Prokuratura Warszawa Mokotów nie dostarcza materiału porównawczego i chce umorzyć postępowanie o świadczenie nieprawdy w dokumentach argumentując tym iż biegli nie ustalili daty powstania dokumentu.
Sąd nakazuje kontynuować śledztwo, dostarczyć biegłym potrzebne materiały i uzupełnić opinię.
Sporzadzona zostaje opinia uzupełniająca i prokuratora wnosi akt oskarzenia przeciwko prof.G. Jxx

 

Archiwum
inne dokumenty:

-. Odpowiedź otrzymana z kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego , czyli po staremu, nowe idzie stare wraca: ...pisz Pan lepiej na Berdyczów... - pażdziernik 2006 r.
-. List z prośbą o pomoc do Prezydenta L. Kaczyńsk - lipiec 2006 r.
-. Korespondencja z kancelarią Prezydenta Kwaśniewskiego, czyli:... lepiej pisz Pan na Berdyczów...-sierpień 2002 r.
-.
Odmowa rozpatrzenia Skargi Konstytucyjnej, bo mogę sobie jeszcze poczekać na zakończenie postępowania karnego lub wnieść pozew cywilny. Sędzia zapomniał dodać że mam jeszcze prawo do Sądu Ostatecznego - luty 2000 r;
-.
Skarga Konstytucyjna na umorzenie postępowania przez Izbę Lekarską, bez prawa odwołania do Sądu - grudzień 1999 r.


Powrót do strony głównej