Ochrona Zdrowia - Prawa Rynku a Prawa Człowieka

Adam Sandauer

Ubezpieczenia zdrowotne to ok. 35 mld. zł rocznie. Są to wydatki przekraczające budżety wielu ministerstw np. Obrony Narodowej czy Spraw Wewnętrznych i Administracji. Przy wydawaniu wielkich pieniędzy, różne mechanizmy odgrywają rolę. Można apelować o przyzwoitość czy uczciwość, ale jaki ma to sens gdy wzorcami są prawa dżungli, gdy prawa człowieka zastępuje się prawami rynku? Niegdyś zyskało to zapomnianą nazwę: "frymarczyć" ( od free market - wolny rynek). Mechanizmy wolnego rynku, mogą być jednak użyte jako narzędzie interesu społecznego.

Funkcjonowanie wielu funduszy zdrowia zamiast obecnego monopolisty NFZ, powinno poprawić dostęp społeczeństwa do leczenia. Niezależne finansowanie ochrony zdrowia przez kilku płatników powinno być mechanizmem promującym najlepsze placówki i najlepszych ubezpieczycieli. Mechanizmy wolnego rynku mogą przestać być traktowane jako dogmat i powinny stać się narzędziem ochrony interesu społecznego.

Dobrze by było, gdyby leki były tanie, a producenci sprzętu medycznego obniżyli ceny. Wiadomo jednak że sprzęt ten nie jest i nie może być tani. Wystarczy spojrzeć na tomograf komputerowy czy aparaturę do rezonansu magnetycznego. Koszty aparatury i leków zawierają w sobie cenę badawczych prac naukowych.. Jeśli ma być kiedyś opracowana metoda leczenia AIDS czy raka, trzeba finansować badania.

Ma miejsce ogromny skok technologiczny w wielu dziedzinach. Porównajmy postęp medycyny i informatyki. Gwałtowny rozwój, mimo iż przebiega w tym samym czasie, to wedle odmiennych zasad. W informatyce postęp prowadzi do coraz tańszych i potężniejszych rozwiązań. Komputery, które kilka lat temu kosztowały kilkadziesiąt tys. dolarów, dziś kupujemy za kilka tys. zł. Podobnie jest z programami. Początek był prosty. Program, czy kartę do komputera dawało się zaprojektować i wykonać przy minimalnych nakładach, w domu czy w garażu.

Leku nie da się opracować w takich warunkach.. Jeśli karta komputera ma błędy, można przygotować upgrade, Lek trzeba badać klinicznie, inaczej skutki mogą być tragiczne i upgrade nie pomoże pacjentowi. Wieloletnie testy, wymogi bezpieczeństwa, likwidacji skutków ubocznych, wymagają czasu, pieniędzy i nadzoru. Czy jednak leki muszą być aż tak drogie?

Zyski koncernów są kolosalne. Ich wpływy także. O wpływie na media decyduje ilość środków przeznaczanych na reklamy w TV czy prasie. Żaden rząd samodzielnie, nawet gdyby chciał, nie jest w stanie wygrać z koncernami. Dopiero wspólne naciski międzynarodowe pozwoliły na obniżenie cen leków na AIDS dla Afryki.

Ideały a współczesne koszta

Kiedy pojawiła się i wprowadzano koncepcję powszechnej, darmowej opieki zdrowotnej, nowością były antybiotyki. Niewiele wcześniej, zapalenie płuc, gruźlica czy syfilis były chorobami śmiertelnymi. Medycyna rozwija się, koszta rosły. Koncepcja pozostała. Gdyby medycyna zatrzymała się w rozwoju na poziomie lat 1970-tych czy 1980-tych, nie byłoby problemu w zapewnieniu dostępu wszystkim do wszelkich procedur medycznych. Rozwój doprowadził jednak do rozwarstwienia społecznego. Wąska grupa ma dostęp do wszystkiego, a reszta... Reszta obecnie ma gorszy dostęp niż kilkanaście lat temu. Kolosalne środki publiczne wydaje się na zakupy najnowocześniejszego sprzętu,. a często brak jest pieniędzy na podstawowe funkcjonowanie szpitali.

Co w tej sytuacji począć? Wszyscy, zgodnie z Konstytucja powinniśmy mieć równy dostęp do leczenia finansowanego ze środków publicznych. Jeśli traktować to poważnie, nie można przyjąć, że biednym ograniczy się dostęp do leczenia, poniżej poziomu który był 10 lat temu, bo trzeba płacić za kupowanie nowoczesnych drogich technologii. Technologie, które dodajmy, dostępne będą tylko dla nielicznych. Byłby to swoisty apartheid. Niestety taka tendencja dominuje. Nowoczesna opieka zdrowotna dla najbogatszych, kosztem słabych, którzy cofają się cywilizacyjnie.

Różne państwa różne rozwiązują ten problem. Jak Polska wygląda na tym tle?
Ktoś opowiadał mi że gdy był na konsultacjach we Francji. Neurochirurg powiedział:
- Trzeba jeszcze zrobić rezonans magnetyczny, ale na to badanie musimy poczekać z miesiąc.
Znajomy, przyzwyczajony do polskich zasad zapytał:
- Dlaczego, przecież płacę prywatnie za badanie?
Usłyszał odpowiedź:
- No bo takie mamy kolejki, niezależnie od tego kto za Pana płaci. Od ręki, można coś zrobić w sytuacjach nagłych...

Wrócił bez badania do Polski. Tu dowiedział się że jeśli nie chce zapłacić, będzie trzeba czekać około pół roku. Badanie zrobił od ręki, płacąc fundacji przy szpitalu. ..

Dlaczego więc wydajemy środki publiczne na zakup drogiego sprzętu a nie ma pieniędzy na wykorzystywanie go? Cisną się dalsze pytania: Kto o takich zakupach decyduje i jakie są ich cele? Prowizje? Prywatne zarobki na państwowym sprzęcie?

Czy nie wprowadzać więc nowych technologii, a jeśli tak to ile? Dobrej odpowiedzi nie ma.. Należy przede wszystkim zagwarantować by poziom powszechnej opieki zdrowotnej nie ulegał obniżaniu. Nowe, drogie technologie medyczne powinny być kupowane ze środków publicznych po rzetelnej analizie konsekwencji tych wydatków. Pamiętajmy iż niestety w żadnym państwie budżet nie wytrzyma zagwarantowania od ręki, wszystkim, wszystkiego.

Trzeba przypomnieć, że społeczność międzynarodowa, gdy była taka potrzeba, potrafiła wywrzeć presję by producenci obniżyli ceny leków przeciwko AIDS. Leków wysyłanych do biednych państw afrykańskich. Potrzebna była solidarna presja społeczności międzynarodowej wobec koncernów.

Trzeba przypomnieć iż współpraca międzynarodowa spowodowała likwidację ospy. Pamiętając o inwestowaniu w badania, nie oszukujmy się,: stopień zysków firm farmaceutycznych jest kolosalny. Przykład leków przeciw AIDS dla Afryki pokazuje że daje się obniżyć ceny lekarstw.

Płatnik, świadczeniodawca czy świadczeniobiorca

Do problemu coraz droższych procedur dostępnych dla zamożnych, kosztem coraz ograniczania leczenia reszty społeczeństw, dochodzi nasza

polska specyfika. Jest nią korupcja. Jest ona wieloszczeblowa, dotyczy tak kopert, jak i udostępniania sprzętu czy części placówek publicznej służby zdrowia, prywatnym firmom itd... Zagadnienia nie chcę tu omawiać. Należy jednak podkreślić iż obowiązujące u nas zasady finansowania służby zdrowia nie przeciwdziałają korupcji.

Kolejne reformy systemu i w końcu wprowadzenie Narodowego Funduszu Zdrowia doprowadziły do bałaganu. Fundusz stał się monopolistą - jedynym płatnikiem za wszystkich ubezpieczonych.

W systemie ochrony zdrowia są trzy podstawowe grupy zainteresowanych:

1. świadczeniobiorcy - pacjenci
2. świadczeniodawcy - lekarze, przychodnie i szpital
3. płatnik działający niby w imieniu wszystkich świadczeniodawców

Zdanie pacjentów się nie liczy, nie znają się więc nie mogą zabierać głosu. Świadczeniodawcy czasami się awanturują. Płatnik natomiast decyduje za wszystkich o wszystkim. Jeśli kontrakty ze szpitalem będą dobrze podpisane, szpital będzie funkcjonować. Decydują o tym dobre relacje szpitala z Funduszem. Mniej istotne, czy ludzie chcą się tam właśnie leczyć...Pod koniec roku i tak nie będą mieli wyboru.

Na początku roku po podpisaniu kontraktów szpitale zabiegają o pacjentów: - Niech się Pan u nas położy a w trzy lub cztery dni zrobimy wszelkie badania. Ambulatoryjnie zajmie to Panu znacznie więcej czasu - słyszymy od lekarza. Tak szpitale na początku roku, otrzymują zapłaty od Funduszu za często zbędne hospitalizacje.

W drugiej połowie roku już kontrakty na leczenie wyczerpują się. Nie wykorzystane kontrakty pozostają w tych placówkach, których pacjenci wcześniej unikali. W drugiej połowie roku ludzie już nie mają wyjścia. Równolegle, najlepsze szpitale trącą płynność finansową. Te które wcześniej omijano, mogą przyjmować chorych i nie mają kłopotów. Obywatel, jeśli go nie stać na leczenie prywatne, musi iść do tej placówki której na początku roku unikał.

Jak widać, ten mechanizm, jest najbezpieczniejszy, chroni i promuje najgorsze placówki.

Wielu ubezpieczycieli

O tym czy i który szpital podpisze wystarczająca ilość kontraktów, decydują negocjacje z NFZ. Na wynik negocjacji obywatele - potencjalni pacjenci, nie mają na to wpływu. Gdyby istniało wielu ubezpieczycieli, tak jak np. przy ubezpieczeniach komunikacyjnych, ludzie mogliby sami wybierać u kogą chcą się ubezpieczyć i kto płaci za ich leczenie. Ubezpieczyciel który podpisałby złe czy nie wystarczające kontrakty szybko by zbankrutował.

Właściciele samochodów mają obowiązek wykupienia polisy OC, tak jak każdy obywatel ma opłaconą składkę zdrowotną. Bankructwo czy kłopoty ubezpieczyciela komunikacyjnego nie są tragedią narodową. Zniknięcie z rynku pojedynczej firmy powoduje tylko przejęcie ubezpieczonych przez konkurencję. Nie ma żadnej przyczyny by analogiczne zasady nie mogły funkcjonować w systemie ochrony zdrowia.

Powinno powstać wiele funduszy ubezpieczeniowych. Mogłyby to być fundusze państwowe, prywatne, samorządowe, regionalne i t d...

Środki publiczne i solidaryzm społeczny

By zachować zasady solidaryzmu społecznego, pieniądze z obowiązkowych składek obywateli powinny trafiać do "wspólnego worka". Z niego, wypłacane powinny być funduszom, proporcjonalnie do liczby ludzi, którzy się do nich zapisali. Te środki, pochodzące ze "wspólnego worka", mają charakter środków publicznych. W tej części środków finansowych przeznaczanych na ochronę zdrowia, bogaci płacąc więcej, dofinansowują ochronę zdrowia uboższych.

Ubezpieczenia dodatkowe

Fundusze mogłyby zawierać dodatkowe umowy z zamożniejszymi obywatelami, oferując np. leczenie w prywatnych placówkach. Wykup takiego ubezpieczenia byłby dodatkowym zasileniem finansowym, systemu ochrony zdrowia. Podstawowy pakiet świadczeń medycznych, obejmujący wszystkich, powinien jednak pochodzić ze środków publicznych.

Publiczne placówki ochrony zdrowia

W placówkach publicznych o jakości procedur leczenia i hospitalizacji powinien decydować wyłącznie stan chorego, a nie kto go ubezpiecza. Taki jest wymóg art. 68 Konstytucji. Stanowi on iż wszyscy, niezależnie od sytuacji finansowej mamy mieć równy dostęp do leczenia finansowanego ze środków publicznych. Jeśli o tym zapomnimy to np. człowiek z wrastającym paznokciem może w państwowym szpitalu, zająć separatkę bo tak ma podpisaną umowę jego fundusz, gdy w tym samym czasie na korytarzu będzie umierać ktoś z rozlanym zapaleniem wyrostka robaczkowego.

Prywatne placówki ochrony zdrowia

Dodatkowe ubezpieczenia pozwolą oczywiście zamożniejszym na lepsze warunki w prywatnych placówkach.

Ograniczanie ubezpieczeń: Stomatologia - efekty przemian

Wielu twierdzi iż prywatyzacja placówek w połączeniu z dopłatami obywateli do leczenia jest najlepszym rozwiązaniem bo zapewni poprawę poziomu opieki medycznej. Oczywiście zapewni - ale komu?

Warto ocenić to co stało się ze stomatologią. Po cichu, sprawnie ograniczono publiczną opiekę dentystyczną. Powstały setki prywatnych dobrych i drogich gabinetów. Dentyści leczą wspaniałym sprzętem, bezboleśnie, plomby zasychają migiem i nie straszą kolorem.

Jest i druga strona medalu. Ceny za usług są prawie równe w całym kraju. Rynku czy konkurencji obniżającej ceny nie widać. Czyżby zmowa korporacyjna? Przy wszystkich pozytywnych aspektach prywatyzacji stomatologii, : obecnie Polska jest na jednym z czołowych miejsce w Europie jeśli chodzi o próchnicę. Nie pomagają telewizyjne reklamy past do zębów.

Zlikwidowanie gabinetów dentystycznych w szkołach, tubka pasty po 7-11 zł i kilkaset złotych za plombę, przyniosło już efekty. Próchnica stała się plagą, symbolem ubóstwa i regresu cywilizacyjnego.

To przestroga przed pomysłami ograniczania ubezpieczeń i pełnej prywatyzacji. Koncepcja wielu funduszy zdrowia działających według naszkicowanego tu mechanizmu wprowadza konkurencję pomiędzy ubezpieczycielami jako narzędzie realizacji potrzeb społecznych.

Natomiast efekty prywatyzacja w połączeniu z likwidacją czy ograniczaniem ubezpieczeń widać w tym wybranym dziale medycyny.