Akuszerzy III RP

"Okrągły Stół" zorganizowano gdy wojskowy genenerał, Cz. Kiszczak został ministrem spraw wewnętrznych. Można przypuszczać iż chwilę wcześniej wojsko zaczęło kontrolować służby cywilne. Dogadywanie się z opozycją prowadzono przez lub z parasolem ochronnym tych służb. Ludzie aparatu chcieli pozbyć się balastu ideologii i ideologów komunistycznych zachowując własne wpływy i władzę.
Twierdzenie iż Magdalenka była przygotowywana od połowy lat 1980-tych wygląda na lansowanie spiskowej teorii dziejów. Koncepcje działań czy spiski jednak istnieją, jest ich wiele. Któryś z nich jest w końcu zrealizowany. Analiza tego co się stało w przeszłości, nie pozwala oczywiście na przewidywanie przyszłości. Można jednak próbować zrozumieć kto się czym kierował i jakie grupy interesów miły i mają znaczenie decydujące. Jakie grupy były i są wpływowe. Przedstawione poniżej koncepcje są tylko przypuszczeniami. Mimo iż dowodów nie uzyskamy, to hipotezy te są wielce prawdopodobne.

Wydaje się iż dla służb rosyjskich, to co rozpoczęto w Polsce było testem czy taki sam proces jest możliwy i bezpieczny do realizacji w ich państwie. Natomiast Zachód zainteresowany był po prostu demontażem Bloku Wschodniego i mniej istotnym było czy zrobi to opozycja antykomunistyczna czy też komunistyczne służby specjalne. Tak więc rozpoczęty proces cieszył się ochroną wschodu i zachodu. Określił on beneficjantów przemian i charakter naszego państwa na wiele lat.

Postulaty opozycji z okresu PRL'u przypominają podpisane porozumienia z 1980 roku. Miały one w znacznej części charakter socjalny. Podwyżki pensji, lepsze zaopatrzenie w żywność, płatne urlopy dla matki po urodzeniu dziecka itd. Porozumienia z Gdańska, Szczecina czy Jastrzębia uzupełniono uzgodnieniem przywróceniem do pracy zwolnionych za przekonania i rejestracją wolnego, niezależnego związku zawodowego.

Władza ustępowała, bo nie miała wyboru. Porozumienia demontowały PRL. Dochodziło do konfliktów i eskalowano żądania. W 1980 r. władza wprowadziła stan wojenny. Internowano tysiące ludzi, Zamknięto granicę i Polskę odcięto od świata.

Solidarność przestała działać legalnie, a PZPR zyskał opinię junty wojskowej. Ponad 1/3 członków partii oddała legitymacje. Przestrzegał M. F. Rakowski, mówiąc, że z konfrontacji może wyjść zwycięsko jedynie wojsko, bo partia i "Solidarność" musza ją przegrać. Obie strony zapłaciły ogromna cenę. Gdy dwóch staje na ringu jeden wygrywa, drugi przegra, ale obaj dostają baty.

W połowie lat 1980-tych spora część ludzi z aparatu władzy i służb specjalnych uzmysłowiła sobie, że konflikt należy zakończyć. Komunistami nie byli a do służb czy partii trafili zazwyczaj dla kariery. Po co więc bronić balastu ideologicznego? Szukano partnerów w opozycji, którzy pozwoliliby bezpiecznie rozładować konflikt, a przede wszystkim zachować pozycję ekipy, która się dogaduje. Konieczność tego procesu dojrzewała nie tylko w Polsce, ale i u "wielkiego wschodniego brata".

Gdy szefem bezpieki został gen. Cz. Kiszczak, wojsko przejęło kontrolę ministerstwem spraw wewnętrznych. Wywiad wojskowy z natury swych działań ma kontakty poza granicami.

Dla władz świata zachodniego było mniej ważne czy demontaż bloku komunistycznego robiony będzie przy współudziale komunistycznych służb specjalny czy tez przez rzeczywistą opozycję. Najważniejsze było rozmontowanie systemu. Dla aparatu ZSSR był to eksperyment pozbycia się ideologii i ideologów, bo stali się balastem. Podobnie jak u nas, chodziło o bezpieczeństwo reżyserów przemian i zachowanie wszelkich profitów, wpływów i zdobycie pieniędzy.

W połowie lat 80 tych m łodzi ekonomiści, aparatczycy PZPR, n a stypendia zaczęli być zapraszani i jeździć do USA. Tak j ak wcześniej do ZSRR. Byłoby ciekawym prześledzić dalsze kariery tych stypendystów już w III RP. Wykracza to jednak poza temat tego artykułu.

Uzgodnienia okrągłostołowe miały więc parasol ochronny wszystkich możliwych stron.

Wygląda na to iż przeprowadzono manipulację na kolosalną skalę, wmawiając społeczeństwu iż ekipy PRL'owskie oddają władzę. Przede wszystkim oszukano jednak dwie grupy:

Nie da się jednak wyreżyserować wszystkiego do końca. Były wstrząsy, próby zmiany tego kierunku, natomiast bez wątpienia ludzie aparatu państwowego i służb przejęli wpływy w gospodarce. Podobny proces, mimo iż później, zaczął zachodzić i w Rosji.

Przypominając tamten czas należy wspomnieć o nie zakończonym postępowaniu w sprawie afery FOZZ czy innych wielkich aferach końca PRL. Pieniądze, które utraciło społeczeństwo, nie rozpłynęły się w powietrzu, ale trafiły do czyichś rak, tworząc fortuny i wpływy polityczne.

Na tym tle, znamiennym są wszelkie grube kreski czy zaniechanie przeprowadzenia lustracji w Polsce.

Przemiany gospodarcze

Większość uczestników obrad Okrągłego Stołu stanowili przyzwoici ludzie, którzy bezwiednie stali się aktorami wyreżyserowanego spektaklu. Wystarczyła mała ale za to zorganizowana czy sterowana grupa, by ustalić kierunek przemian.

Rozpoczęła się prywatyzacja pod hasłem "majątek wspólny to majątek niczyj, a prywatne jest lepsze". Przypominam sobie jak lansowano tezę, ze podatki po sprywatyzowaniu gospodarki będą wyższe niż wcześniejsze dochody z tych samych zakładów. By zachęcić do prywatyzacji wprowadzono podatek zwany dywidendą, obciążający wyłącznie zakłady państwowe. Wbrew nazwie nie była to prowizja od zysku, lecz podatek od wartości księgowej majątku przedsiębiorstwa. Tym samym naruszano równość trzech sektorów - czyli po cichu łamano podstawowy postulat "Solidarności" o równości sektorów: państwowego, prywatnego i spółdzielczego. Był też zaprzeczeniem wolności gospodarczej i jednakowego traktowania podmiotów przez państwo. Wraz z dywidendą wprowadzono przepisy uniemożliwiające wzrost płac w przedsiębiorstwach państwowych (popiwek), powodujące odpływ zdolniejszej kadry do sektora prywatnego

Długotrwałe utrzymywanie stałego kursu dolara przy kolosalnej inflacji spowodowało, ze polskie towary coraz trudniej było eksportować. Równolegle oszczędności społeczeństwa tradycyjnie przechowywane w czasach PRL-u w dolarach straciły wartość.

Drogi i ciężko osiągalny kredyt powodował zatory płatnicze. Gdy jakaś duża firma nie regulowała komuś na czas płatności - oba podmioty bankrutowały. Ten drugi z cudzej winy. Następowała prywatyzacja przez likwidację, czyli wyprzedaż majątku, który powstał wcześniej. Do Polski napływał kapitał tak inwestycyjny jak i spekulacyjny.

Nie wolno pominąć elementów pozytywnych. Polska otwierała się na świat. Dolar przestał być niebotycznie drogi więc poza granicami kupowano towary i technologie. Ludzie zaczęli podróżować. Tylko czy w tym celu konieczna była wysprzedaż majątku publicznego?

Media broniły jedynego słusznego kierunku przemian. Pisano, że we wspólnym interesie silniejszy musi zwyciężyć słabszego, lepsze pokonać gorsze, a gorsze ma zginąć. Co wspólne to złe. Tak zaczęliśmy budować państwo prawa.

Media przeszły w tym czasie metamorfozę. Zlikwidowano RSW Prasę i prywatyzowano gazety. W wyniku kolosalnych inwestycji ( ciekawe skąd pieniądze ) powstały prywatne stacje telewizyjne. Media przestały realizować misję obiektywnego informowania, a słowo stało się towarem. Zaczęto tworzyć rzeczywistość medialną. O kim pisano czy kogo pokazywano ten istniał i miał wpływy.

Rozpad systemu magdalenkowego

Uzgodnienia funkcjonowały sprawnie przez kilkanaście lat. Majątku do podziału robiło się coraz mniej. Dziś ludzie którzy ustalali reguły gry dorobili się często kolosalnych pozycji lub fortun, ale są o 15 lat starsi. Ktoś nie żyje, ktoś wycofał się z życia publicznego inny zbankrutował, zaprzyjaźnieni notable przeszli na emerytury. Układ się sypie. Po takim czasie każdy ciągnie w swoją stronę, a stare uzgodnienia nie są już tak wiążące. Pozostały jednak dokumenty i teczki. W efekcie szambo wylewa się każdą szparą. Ujawniają się rzeczywiste mechanizmy sprawowania władzy.

Nastąpiło wiele zmian w życiu społecznym, jednakże na dwie z nich chce zwrócić uwagę:

Obecnie ruchy opozycyjne nie mogą liczyć na żadną pomoc. A bez pieniędzy w naszym liberalnym świecie mamy pełna wolność wypowiedzi, która jest słyszalna co najwyżej u sąsiada zza ściany.

Czy i kiedy zmiany?

Obawiam się, że odwrócenie tego co stało się w Polsce wewnętrznymi siłami społeczeństwa, nie jest możliwe. Warto zwrócić uwagę, iż analogiczne procesy, choć w mniejszym stopniu, zaszły i w państwach zachodnich. U nas pod hasłem walki z komunizmem, likwidowano pomoc socjalną, osłabiano wszelkie niezależne organizacje, lansowano darwinizm społeczny. Zdezorientowane społeczeństwo nie stawiało oporu. Na Zachodzie tych argumentów nie można było użyć. Sądzę, że u nas dojdzie do zmian dopiero gdy nastąpi odejście od skrajnego neoliberalizmu przez Zachód.

Dwa lata temu byłem w Paryżu. U nas premier Hausner próbował wtedy forsować weryfikację rent by zmniejszyć wydatki. Liberalne media mu wtórowały iż renciści to w znacznej części naciągacze, bo to ukryte bezrobocie. Jedynym widocznym protestem było wdarcie się na naradę w budynku Ministerstwa Gospodarki, grupy trzydziestu emerytów ze Śląska. W tym samym czasie rząd francuski miał podobne pomysły. Szykowano wydłużenie okresu pracy dla osiągnięcia wieku emerytalnego. Francuskie związki zawodowe i organizacje społeczne zorganizowały manifestacje, w których uczestniczyło ok. 300 tys. osób. Tak wygląda obecnie porównanie sił organizacji pozarządowych i solidaryzmu społecznego u nas i we Francji.

Adam Sandauer

Warszawa 2005 r.